Śpiew Syren

Czyli Sucharki Archiego

Autor: Yarri

Cynazja, Kindle, wiosna 1576 r.

Alejandro di Verucci obudził się z potężnym bólem głowy. Koszmary, które męczyły go ostatnimi tygodniami ustąpiły, ale wino wypijane w nadmiarze, aby je zagłuszyć i uwolnić duszę Cynazyjczyka od metafizycznych, lęków robiło swoje. Na dodatek, zatapianie smutków w winie nie pomagało zupełnie i Verucci ciągle wzdrygał się na myśl o wydarzeniach, które zaszły przed paroma miesiącami w Stolicy, i które niemalże doprowadziły go do śmierci i zagroziły, co gorsza, utratą jego nieśmiertelnej duszy.

Co za zabawna myśl, uśmiechnął się di Verucci patrząc w lustro. On – jeden z najbystrzejszych umysłów w całej Cynazji, człowiek postępu i niemalże ateista stanął naprzeciw zdarzeń, które postawiły jego światopogląd do góry nogami. Jego ciałem wstrząsnął dreszcz.

Wszystko zaczęło się w marcu, kiedy to baron di Verucci, wespół ze swoim drogim przyjacielem rotmistrzem Ulrikiem de la Hoya – przebywający w gościnie u Mecenasa G., dostali zaproszenie na bal do Hrabiny X. W Kindle Mecenas G. był figurą nader ważną – doskonały umysł, zacny człowiek, miłośnik sztuki a przede wszystkim wnikliwy pamiętnikarz i obserwator życia w stolicy kulturalnej Dominium. Oczywiście di Verucci nie mógł pominąć takiej okazji jak bal, aby powiększać i umacniać swoje znajomości, zbierać plotki i informacje, które czyniły go tak ważną figurą na cynazyjskiej szachownicy. Baron wzdrygnął się na tą ostatnią myśl. Co za nieszczęśliwie dobrana metafora.

Kiedy bal miał się już ku końcowi, a Verucci rozważał metodę, która umożliwiłaby mu sukces w podbiciu serca pani R i oddaniu się burzy namiętności jeszcze tej nocy; nagle z piętra dobiegł łoskot i mrożący krew w żyłach krzyk. Nie namyślając się wiele, baron chwycił w dłoń leżącą na stoliku obok niego mosiężną rzeźbę muzy, i dzierżąc ją niczym maczugę, pędem udał się po schodach na górę. Tuż za nim ruszył rotmistrz de la Hoya – jego żołnierska odwaga i zdecydowanie zadziałały równie błyskawicznie co lotny umysł barona. Verucci kilkoma susami pokonał drogę na piętro i wpadł do ciemnego korytarza. Na ziemi dostrzegł kształt, jak mu się wydawało, ofiary. Przez uchylone drzwi do gabinetu dostrzegł jednak, że na fotelu leży przeszyty nożem Mecenas G., a z końca korytarza dobiega zimny powiew wiatru – niechybny dowód na to, że zamachowiec uciekł w tamtym kierunku. Baron zadziałał automatycznie – kiedy dostrzegł, że leżąca na ziemi postać to kobieta – doskoczył do niej i sprawdził czy żyła. Tym czasem de la Hoya przeskoczył nad baronem i po krótkiej chwili, kiedy ocenił stan Mecenasa G., ruszył w pościg za skrytobójcą. Nadaremnie. Chwilę później, z ulicy, dobiegł turkot kół powozu.

W domu Hrabiny X. wybuchło istne pandemonium. Szlachta i służba biegała po domu bez celu i ładu. Na szczęście wkrótce udało się przywrócić jako taki porządek. Analityczny umysł barona notował, którzy z uczestników przyjęcia znajdowali się poza salą balową w momencie ataku na Mecenasa G., a także jak zachowywali się zebrani, kiedy ranny został zniesiony na dół i zabrany do własnego domu. Były to zaiste interesujące obserwacje. Krótka rozmowa z kordyjskim rotmistrzem uświadomiła baronowi, że zabójcą mogła być kobieta, lub zabójców mogło być dwóch. Rotmistrz w czasie pościgu czuł w powietrzu zapach kobiecych perfum a N. – kapłanka, którą di Verucci znalazł zamroczoną na piętrze, powiedziała mu, że ostatnim widokiem, który pamiętała, był widok kobiecych trzewików.

Niewiele ponad godzinę po dramatycznych wypadkach w domostwie hrabiny pojawiła się Policja. Inspektor Caroll - człowiek niskiego stanu ale przenikliwego, jak się później okazało, umysłu – rozpoczął śledztwo przesłuchując zgromadzonych. Di Verucci zapewnił go o swojej chęci pomocy w rozwikłaniu zagadki zamachu na G. i, bez dalszych ceregieli, udał się do domu mecenasa G., gdzie wraz z de la Hoyą mieszkali w czasie pobytu w Kindle. Jak się okazało mecenas żył, chociaż był nieprzytomny. Wszystko leżało teraz w rękach Jedynego.

Następnego, jakże smutnego poranka, di Verucci rozważał jeszcze raz wydarzenia z balu. Przypomniał sobie treść notatki, którą znalazł przy Mecenasie – wynikało z niej, że nieszczęśnik zaplątał się w jakąś aferę, i chcąc chronić swojego syna Henryka, zdecydował się na spotkanie z szantażystą. Treść dokumentu sugerowała, że Henryk miał zostać zdyskredytowany oraz, że miała w tym zostać wykorzystana jego piękna narzeczona Małgorzata D.

Dzień okazał się równie smutny i szary co poranek. Verucci uczestniczył w namaszczeniu Mecenasa. Stan chorego nie ulegał poprawie, a ponadto w czasie obrządku baron był świadkiem niesamowitej sceny. Kiedy ksiądz odprawiał egzorcyzmy, ciałem rannego zaczęły targać dreszcze i paroksyzmy. Bojąc się o jego życie Verucci udał, że zesłabł i przerwał w ten sposób ten niezwykły spektakl. Był to czyn pochopny i nieprzemyślany ale baron przeląkł się nie na żarty o zdrowie Mecenasa i musiał działać.

Rozmowa z Henrykiem, a następnie z inspektorem utwierdziła Verucciego i de la Hoyę w przekonaniu, że ich szlacheckim obowiązkiem jest rozwikłanie zagadki ostatniej nocy. Sposobność zdawała się nadarzać sama – Hrabina X zaprosiła wszystkich uczestników przyjęcia aby spotkali się w jej domu, wierząc, że szczera dyskusja pozwoli wydobyć na światło dzienne fakty, które umożliwią pochwycenie sprawcy.

Wieczorem G. wyzionął ducha...

Przed śmiercią Mecenas odzyskał przytomność. Jego ostatnie słowa mówiły coś o zmarłych przyjaciołach i pamiętniku. Wstrząśnięty baron opuścił pogrążonych w żałobie domowników i przeszedł do gabinetu Mecenasa. Zwrócił uwagę na szachy – były numerowane, podobnie jak szachy, które znajdowały się w domu hrabiny w pokoju gdzie Mecenas został ugodzony przez zamachowca.

Za zgodą Henryka, baron przejrzał pamiętniki Mecenasa. W okładce ostatniego tomu kryły się papiery. Po ich przestudiowaniu Verucci i de la Hoya wyciągnęli wniosek, że gra o której wcześniej czytali w liście szantażysty do mecenasa, nie była żadną metaforą. Najwyraźniej możni skupieni wokół Hrabiny X. i Ambasadora Y. zabawiali się partią szachów w której byli figurami i pionkami. Można się było tylko domyślać, co działo się ze „zbitymi” uczestnikami gry. Notatki wspominały, że w podziemiach pod domem Hrabiny X. znajdowała się szachownica, na której uczestniczy mogli zobaczyć ruchy, jakie zaplanowali dla nich „królowie”. Kompani musieli dostać się w to miejsce...

Przed południem kolejnego dnia kompani dostali list od kapłanki N., która prosiła ich o spotkanie w parku Sarton. Czym prędzej wyruszyli na wyznaczone miejsce. Kapłanka opowiedziała im, że jest wysłanniczką Arcybiskup Kindle i jej celem było zbadanie gry, w której uczestniczyli możni z kręgu Ambasadora i Hrabiny. Według niej, morderczynią mecenasa była dama C., a co gorsza uczestnicy gry uknuli spisek i zamierzali zgładzić kapłankę, a także Verucciego i de la Hoyę. Za tym wszystkim musiała stać jakaś demoniczna siła i magia dlatego na pożegnanie N. podarowała kompanom cztery srebrne krzyże poświęcone przez papieża. Zapewniwszy o ich ochronnym działaniu, poprosiła, żeby kompani nosili je w dzień i w nocy, i by przekazali dwa pozostałe krzyże Henrykowi i jego narzeczonej.

Przyjęcie u hrabiny okazało się doskonałym pretekstem do wyprawy, W dodatku Jedyny, w swej łaskawości, zesłał kompanom pomoc w postaci kapitana Gaurovića. Wprawdzie Slavo znacznie spóźniał się na umówione w Kindle spotkanie i wszystko wskazywało na to, że ostatecznie nie przybędzie do Cynazji, jakimś cudem znalazł się jednak na miejscu i mimo kompletnej nieznajomości stolicy i języka jej mieszkańców udało mu się odnaleźć przyjaciół. Dzielny Agaryjczyk biegły w rapierze i sekretnej wiedzy swojej tajemniczej krainy, stanowił potężnego sojusznika dla kompanów. Aby przedsięwzięcie miało większą szansę powodzenia, Verucci postanowił wtajemniczyć w swoje zamiary inspektora Carolla. Decyzja okazała się ze wszech miar słuszna albowiem Caroll, choć człek podłego stanu, okazał się być honorowy ponad miarę.

Plan towarzyszy był prosty. Gaurowic, który przybył do Kindle incognito i nie miał zaproszenia na przyjęcie, miał skryć się w ogrodzie, podczas gdy de la Hoya i Verucci nawiedzali domostwo Hrabiny X. Ludzie inspektora mieli przymknąć oko na ogród, a sam Caroll zagadać uczestników przyjęcia aby ci nie zorientowali się w poczynaniach kompanów. Wszystko szło nader składnie i de la Hoya wespół z Gaurovićem przedostali się do piwnic nie zauważeni przez nikogo. W tym samym czasie baron starał się wywiedzieć czegoś, co mogłoby okazać się pomocne od uczestników przyjęcia. Jego pobyt u Hrabiny X nie okazał się czasem straconym. Kiedy szedł razem z gośćmi na piętro został zaczepiony przez B., zdolnego lecz nadmiernie pijącego portrecistę, który niezmiernie roztrzęsionym głosem poprosił o rozmowę w jego pracowni następnego dnia. Z jego słów i zachowania Alejandro di Verucci wywnioskował, iż człowiek ten wiedział coś o „Misterium Szachowym” - grze, która tak drogo kosztowała Mecenasa G.

Pod koniec przyjęcia de la Hoya powrócił na przyjęcie – co ciekawe przyszedł prosto z ulicy. Wspomniał, z niejakim wstydem o ataku waporów, który chwycił go niedługo po przyjściu do Hrabiny i zmusił do pośpiesznego opuszczenia przyjęcia. W drodze do domu G. rotmistrz i kapitan Gaurović podzielili się z Veruccim rewelacjami odkrytymi w przepastnych piwnicach pod pałacykiem Hrabiny.

Dzielni towarzysze odkryli, że piwnice łączą się z katakumbami pod miastem. Według ich słów znaleźli się w prastarych komnatach, które pochodziły zapewne z czasów przed krucjatami, kiedy ludzie wyznawali demony. Rzeźby przedstawiały rybiogłowe olbrzymy – deviria, które żyły tu wespół z ludźmi w tych plugawych czasach. W jednej z komnat towarzysze odkryli olbrzymią szachownicę, której figury – wykonane z wielką starannością lalki stały na swoich pozycjach. Po krótkiej chwili zastanowienia, kompani rozpoznali, że mają do czynienia z grą opisaną w papierach Mecenasa G. Ku ich zgrozie układ na planszy wskazywał, iż kolejnym bitym pionkiem będzie ich drogi przyjaciel – Henryk. Gaurović podjął decyzję aby przestawić figury w ten sposób, aby zażegnać niebezpieczeństwo grożące Henrykowi. W czasie gdy kawalerowie deliberowali nad właściwą decyzją na sklepieniu komnaty pojawiła się jakaś pająkopodobna istota – zdaniem Gaurovića był to demon. Kompani czym prędzej opuścili przeklęte miejsce i unikając magicznej pułapki, z pomocą klucza znalezionego w pamiętniku barona wydostali się na ulice Kindle.

Noc, po raz kolejny, upłynęła Verucciemu na koszmarach sennych. Cynazyjczyk zaczynał powoli tracić zdolność logicznego pojmowania otaczającej go rzeczywistości. Jego racjonalna natura buntowała się przeciwko dowodom, które wskazywały jasno na demoniczną naturę gry. Musiało istnieć racjonalny powód. Jakiś zysk, bądź korzyść dla którego Hrabina X i jej świta zabawiali się w tak okrutną grę.

Jego pewność skruszyła się, kiedy nad ranem usłyszał krzyk dobiegający z pokoju w którym leżało ciało Mecenasa G. W gieźle i z wyciągniętą szpadą wpadł do komnaty. Ciało na katafalku wydawało się nienaruszone, jednak służąca czuwająca nad nim tej nocy leżała na ziemi bez ducha. Wiatr szarpał firanami, lecz za na wpół uchylonym oknem nie widać było nikogo. Verucci miał nieodparte wrażenie, że czuje unoszącą się w powietrzu woń siarki.

Kiedy słońce wzeszło znowu nad dachami Kindle, podczas śniadania Henryk poinformował kompanów, że stan zdrowia jego narzeczonej jest coraz gorszy. Siedziała ona przy stole i wyglądała nader mizernie. Verucci dostrzegł dodatkowo, że nie założyła ona srebrnego krzyża – podarunku od kapłanki N.

Towarzysze postanowili złożyć wizytę Portreciście B. Zapewniał on, że jest w stanie rzucić światło na misterium. Kiedy powóz z kompanami zatrzymał się przed kamienicą, w której mieszkał malarz, usłyszeli oni dźwięk tłuczonego szkła. Dobiegał on z poddasza. Verucci i de la Hoya chcieli wbiec czym prędzej na górę, jednak zatrzymali się wpół drogi. Gaurović wskazał im spętanego i wrzuconego do schowka na miotły agenta policji na służbie inspektora. Przez chwilę towarzysze wahali się, bojąc się podstępu, jednak w końcu gorąca krew wzięła górę i Verucci z krzykiem wpadł do pokoju B.. Jego oczom ukazało się pobojowisko. Dostrzegł ciało malarza leżące na ziemi, pośród poprzewracanych sztalug i płócien. Przy oknie stał mężczyzna, który gotował się do skoku. Morderca sprężystym susem przeskoczył na rozpościerający się poniżej dach i począł uciekać. Verucci nienawykły do tak dzikich awantur szybko został w tyle. Na szczęście de la Hoya był zwinniejszy od mordercy i, wespół z Gaurovićem, pochwycili niecnotę – przedstawił się on z pogardliwą dumą jako adiutant Ambasadora - Manfred H.. Ten bezczelny człowiek twierdził, że doszło między nim, a Portrecistą B. do kłótni, która skończyła się nieszczęśliwie. Według jego słów, malarz toł zdrajca, który zasługiwał na swój los, a sam H. był chroniony immunitetem dyplomatycznym i zażądał natychmiastowego wypuszczenia go. W czasie gdy Gaurović i de la Hoya zastanawiali się nad losem Manfreda H., baron dokonał interesującego spostrzeżenia. Mianowicie jedno z płócien zostało świeżo zamalowane podkładem. Verucci z właściwą sobie wnikliwością postanowił zmyć, mokrą jeszcze farbę. Jego oczom ukazał się portret Małgorzaty D., co ciekawsze, tłem obrazu był inny obraz – wiszący nad Małgorzatą, przedstawiający starcie szachowe, pomiędzy mnichem i demonem. Verucci domyślił się, że jest to przedstawienie starej cynazyjskiej legendy o demonie Igenusie. Prócz tego, kompani znaleźli zapiski malarza, które znowu wspominały o „Misterium szachowym”, oraz innych tematach, zbyt poważnych by w tym miejscu o nich wspominać.

Niedługo miała nadejść policja, więc de la Hoya i Gaurović uprowadzili Manfreda H. i zabrali ze sobą portret Małgorzaty a Verucci postanowił zostać, aby w odpowiedni sposób naświetlić policji wydarzenia w mieszkaniu Portrecisty. Wobec upartego milczenia szpiega, nie wiedząc co począć z tym podłym człowiekiem, wpakowali go do ładowni statku płynącego do Hoth, na co znajomy kapitan przymknął oko za okrągłą sumkę.

Wieczorem kompani zamierzali wybrać się do opery, jednak postanowili, że wcześniej odwiedzą sir Archibalda D. - znany był on bowiem z zamiłowania do sztuki i posiadał olbrzymią kolekcję płócien. Dzieło znalezione w mieszkaniu Portrecisty pozwalał mieć nadzieję, że jego mecenas posiadał również i oryginał diabelskiego obrazu. Przewidywania okazały się słuszne. Zaiste malowidło znajdował się w posiadaniu sir Archibalda, a posiadacz z chęcią pokazał go Verucciemu.

Z płótna epatowało nieokreślone zło i Verucci czuł się nieswojo spoglądając na demona grającego w szachy. Szybko stwierdził, że wystarczy mu patrzenia, i po krótkiej pogawędce z D. kompani postanowili wyruszyć na przedstawienie. Sir Archibald towarzyszył im i był nawet tak uprzejmy, że zgodził się wypożyczyć baronowi książkę opisującą legendę o Igenusie.

W operze zebrała się tego dnia śmietanka Kindle i dla barona była to doskonała okazja, aby zaprezentować się na salonach, zebrać najświeższe plotki, pozdrowić swoich dobroczyńców i ostentacyjnie nie zauważać wrogów. Verucci spostrzegł, że Hrabina X zaprosiła do opery wszystkich uczestników pechowego przyjęcia. Był tu nawet inspektor Carrol, chociaż plebejusza dużo bardziej od opery, interesować musieli zebrani w lożach możni.

Baron miał tego wieczora niesłychane szczęście, a to za przyczyną córki Ambasadora Y, która, razem ze swoim opiekunem oraz panną F. zechciała nawiedzić skromną lożę cynazyjskiego dyplomaty. Niestety dziewczę było nader małomówne i wyraźnie czymś zasmucone, Verucci nie był w stanie dociec jednak dlaczego.

Opera była przepiękna i baron nie raz ronił łzy. Jako Cynazyjczyk, znał świetnie historię kochanków o jakich opowiadała sztuka, jednak, jako człowiek wrażliwy, przeżywał głęboko to wspaniałe przedstawienie i doznawał w pięknych partiach wokalnych i muzyce głębokiego katharsis.

Jego muzyczną ekstazę przerwała, dostarczona w czasie antraktu, notka od „życzliwego”, który nalegał na natychmiastowe spotkanie, celem wyjaśnienia tajemnic „Misterium Szachowego”. W żyłach barona krew zagotowała się na taki obrót sprawy, i stwierdziwszy, że nie zamierza tracić wspaniałego widowiska dla prostackich intryg tego świata, Verucci poprosił swych przyjaciół by sami spotkali się z ową osobą. Okazało się, że byli oni nader chętni do spełnienia tej prośby, gdyż żaden z nich nie znajdował w sztuce podobnego upodobania, jak wykształcony Cynazyjczyk.

Towarzysze udali się więc na miejsce spotkania, a Verucci delektował się dalej muzyką aż do jego nieprzewidzianego i spektakularnego zakończenia.

A było tak...

Rotmistrz La Hoya i kapitan Gaurović opuścili lożę barona i czym prędzej udali się do zamkniętej, z powodu remontu, części teatru, która została wyznaczona na miejsce spotkania. De la Hoya wyszedł śmiało na środek sali balowej i zbliżył się do zakapturzonej postaci. Gaurović zakradł się komnaty z boku, starając się pozostać w ukryciu, pomiędzy kolumnami, na wypadek kłopotów. Nie na wiele się to zdało. Okazało się, że towarzysze mieli do czynienia z ludźmi bez honoru i czci. Na przyjaciół rzuciło się trzech szermierzy i natychmiast wywiązała się walka. W nawale cięć obaj przyjaciele dzielnie bronili się przeciw zamachowcom. Ku ich zgrozie, okazało się, że przeciwnicy mieli ponadludzką odporność na ból i nieliche umiejętności szermiercze. Jedyny miał jednak kompanów w opiece i wreszcie szala bitwy obróciła się na ich korzyść. Szczególnie rotmistrz de la Hoya okazał się niezrównanym rębajłą, dowodząc po raz kolejny, że nawet demony z dna piekieł muszą obawiać się kordyjskiego rapiera. W dodatku, do sali wpadł inspektor Carrol i celnymi strzałami z krócicy zabił ostatniego z zamachowców. Widząc to, zakapturzona postać rzuciła się do ucieczki, a towarzysze, nie namyślając się wiele, podążyli za nią. Ranny Gaurovic został w tyle, de la Hoya kontynuował pościg. W plątaninie korytarzy wpadł na w końcu na pomost ponad sceną, gdzie w dole opera dobiegała właśnie końca. Przyparty do muru „życzliwy” podjął desperacką próbę przedarcia się do wyjścia, i raniony w nogę rapierem Kordyjczyka wypadł przez pękającą barierkę. W ostatniej chwili Ulryk zerwał mu z twarzy maskę...

Tuż przed opadającą kurtyną cała sala mogła zobaczyć spadającego i roztrzaskującego się o scenę – L, sługę damy C.

Jak nietrudno się domyślić, dramatyczne wydarzenia stały się główną atrakcja wieczoru, jednak towarzysze nie zamierzali tracić czasu na czczą gadaninę i opuścili operę czym prędzej. Przebywająca z Veruccim w loży dama F. znalazła podrzuconą jeszcze jedną wiadomość dla barona. Niejaki „zatroskany” prosił w niej o spotkanie na moście Kariniego.

Kawalerowie udali się na wyznaczone miejsce przed pierwszym pianiem koguta. Most tonął we mgle ale widać było, jak na dłoni, że pośrodku stoi F, w otoczeniu dwóch ochroniarzy. Paranoiczny z natury Gaurović został w tyle, z muszkietem narychtowanym do strzału, a de la Hoya i Verucci pewnym krokiem podeszli do mostu. Konspiratorka zamierzała zdradzić im imię tajemniczej osoby kierującej „misterium szachowym”, lecz nie była w stanie tego uczynić ! Z jej ust zaczęła wylewać się morska woda ! Nagle do uszu bohaterów dobiegła rozdzierająca uszy pieśń, która sprawiła, że Verucci utracił władzę w nogach, a z jego ust i uszu puściła się krew. Na most wszedł jakiś mężczyzna, albo raczej demon. Przerażony Verucci niewiele zapamiętał z tego, co działo się wokół niego w ciągu następnych chwil. Olbrzym dzierżył w dłoniach maczugę i metodycznie rozbijał nią głowy strażników. Zabił również nieszczęsną F., a Verucci czynił rachunek sumienia, gotując się na śmierć. Zupełnie nie pamiętał jak to się stało, że olbrzym został powstrzymany. W jego umyśle zapisały się jedynie obrazy – ranny de la Hoya walczący z potworem, Gaurovic modlący się i strzelający z pistoletów, i wreszcie zakrwawiony sztylet w ręku Verucciego. Koniec końców, nadjechała straż i wybawiła kawalerów z opresji.

Jak się okazało w okolicy zmarło gwałtowną śmiercią kilkanaście osób. Kompanii w ostatniej chwili pomogła modlitwą kapłanka N, lecz sama została ciężko zraniona.. Jeden z towarzyszących jej żołnierzy zdołał postrzelić potwornego oprawcę, co znacznie zwiększyło szanse naszych szacownych kawalerów na wyjście z tej opresji cało. Co najciekawsze, ciało zamachowca natychmiast zgniło, lecz de la Hoya wydawało się, że rozpoznał w owym stworze niejakiego Andrew – niemego sługę sir Archibalda D. !

Verucci z trudem opanował drżenie rąk i uspokoił się po dłuższej chwili, dopiero wtedy dostrzegł, że de la Hoya jest blady i słania się na nogach. Jak się okazało został poważnie raniony w walce. W posiadłości Mecenasa G. na kawalerów czekała juz kolejna przedstawicielka kościoła – kapłanka D., która, jak się okazało, miała zastąpić ranioną N. Bez zbędnych ceregieli przedstawiła ona, jak wyglądała sytuacja ze strony kościoła. Arcybiskup zdawała sobie sprawę z istnienia sekretnej gry i jej demonicznego podłoża, a N. miała za zadanie odkryć źródło spisku. D twierdziła, że celem, całej tej niezwykle wyszukanej intrygi, było zdobycie wpływu na Ambasadora Kordu. Kompani dostali propozycję nie do odrzucenia – mieli współpracować z D. i pomóc jej dostać się do kręgu osób biorących udział w sekretnej grze. Verucciemu od dłuższego czasu kiełkowała w głowie myśl, którą podzielił się z przyjaciółmi – otóż wszystkie dowody wskazywały na to, że gra jest wymysłem i rozrywką dla jednej osoby. A właściwie demona – Igenusa. Książka, którą baron otrzymał od sir Archibalda, opisywała, że demon grając z mnichem zdał sobie sprawę, że jest istotą, której wola jest poddana żądzy zabijania. Żądzy, która zniewala go, znacznie bardziej, niż jakakolwiek ludzka przypadłość ogranicza człowieka. Demon był więc niewolnikiem swej natury, ustępując tym człowiekowi. Igenus, zrozumiawszy tą prawdę, postanowił zaprzestać mordów, po czym przepadł w odmętach historii.

Tajemna gra była jednak dowodem, że Igenus nie zginął, i Verucci mógł przysiąc na własny honor, że stoi on za misterium. Szlachcic był pewien, że sir Archibald D. mógł udzielić odpowiedzi na to kim jest i gdzie ukrywa się Igenus.

Od walki w operze towarzysze nie mieli ani chwili wytchnienia, Verucci wyczuwał, że nadchodzi kulminacja. Inspektor Caroll przekazał mu informację, że kolejni uczestnicy gry ponieśli śmierć – czy to w skutek pojedynku o honor damy, czy też w daleko bardziej tajemniczych okolicznościach.

Narzeczona Henryka miała się coraz gorzej, co kładło się cieniem, nie tylko na nadwyrężonej psychice, pogrążonego w żałobie Henryka ale przygnębiało również di Verucci.

Chronologia wydarzeń, które miały miejsce w ciągu kilku następnych godzin, umknęła z pamięci Alejandro. Zbyt wiele, zbyt dziwnych i tragicznych zdarzeń sprawiło, że umysł Cynazyjczyka stracił właściwą sobie ostrość. Kompani mieli się udać na mszę za duszę Mecenasa, która miała odbyć się w katedrze, kiedy otrzymali wstrząsającą informacje, że narzeczona Henryka rzuciła się w przepaść. Wstrząśnięty młodzieniec opisywał, że kiedy spadła na skały, jej ciało rozpadło się na jego oczach. Verucci przekonał go, że to była tylko halucynacja cierpiącego umysłu, ale w głębi ducha sam w to nie wierzył. Książka sir. Archibalda wspominała, że Igenatus był władcą syren i morskich stworów. Jakby na potwierdzenie tego, inspektor Caroll doniósł, że aresztowana, po wydarzeniach w operze , C. została utopiona w celi. Na dodatek dom Hrabiny X wyglądał, jakby przetoczył się po jego wnętrzu sztorm, a służba gdzieś przepadła. gra zbliżała się do końca.

D. doniosła, że sir Archibald opuścił miasto, najpewniej uciekając na jakimś statku kupieckim.

Pozostało już tylko udać się do Katedry Chwały, na ostatni akt dramatu. Po mszy za duszę Mecenasa towarzystwo udało się do jednej z wierz katedry. Kiedy kompani udali się za nimi ich oczom ukazała się dramatyczna scena. W sali znajdowali się wszyscy pozostający przy życiu gracze, i jak się wydawało, zamierzali się na wzajem powystrzelać. Verucci postanowił powstrzymać rozlew krwi i przemówić wszystkim do rozsądku. Przez moment wydawało się, że jego mądre słowa wystudzą rozgrzane temperamenty. Ktoś jednak popełnił głupią pomyłkę, kichnął głośno lub zakrztusił się, a ktoś inny wziął to za wrogi akt, i bez chwili namysłu wypalił z krócicy. Salę spowił dym spalonego prochu i chwilę potem ciała słały się pokotem na posadzce. Ambasador i Hrabina zginęli na miejscu, reszta z mniejszymi lub większymi ranami uchodzi jednak z życiem. Verucci i jego towarzysze wychodzą z awantury bez szwanku. Zanosi się na kolejne uroczyste pogrzeby.

Kilka dni później kompani dostają list od - sir Archibalda! Przypuszczenia di Verucci potwierdzają się. Starzec był demonem. Igenus stał za misterium, a narzeczona Henryka, jego siostrzenica, była w istocie przywołaną przezeń do życia Syreną. Igenus w pełnych smutku słowach oskarżał ludzi o nietolerancję, gdyż jak twierdził, pomimo swego pochodzenia Małgorzata była istotą kochająca i doświadczającą bólu, która nie zasługiwała na los, który ją spotkał.

Tak oto kończy się ta niezwykła i jakże smutna historia. Cynazjczycy są najsprytniejszym narodem Dominium – są też narodem pysznym i próżnym. Niech ta historia będzie tego dowodem i ostrzeżeniem.

PHP Deprecated: preg_replace(): The /e modifier is deprecated, use preg_replace_callback instead in /home/y/yarri/public_html/pmwiki/pmwiki.php on line 608 PHP Deprecated: preg_replace(): The /e modifier is deprecated, use preg_replace_callback instead in /home/y/yarri/public_html/pmwiki/pmwiki.php on line 609 PHP Deprecated: preg_replace(): The /e modifier is deprecated, use preg_replace_callback instead in /home/y/yarri/public_html/pmwiki/pmwiki.php on line 612 PHP Deprecated: preg_replace(): The /e modifier is deprecated, use preg_replace_callback instead in /home/y/yarri/public_html/pmwiki/pmwiki.php on line 620 PHP Deprecated: preg_replace(): The /e modifier is deprecated, use preg_replace_callback instead in /home/y/yarri/public_html/pmwiki/pmwiki.php on line 624 PHP Deprecated: preg_replace(): The /e modifier is deprecated, use preg_replace_callback instead in /home/y/yarri/public_html/pmwiki/pmwiki.php on line 639